Możliwość przetestowania tego modelu była dla mnie niczym przesiadka z małego fiata do szybkiego sportowego samochodu. Niech Was nie zwiedzie niepozorny wygląd, bowiem pod pokrywą czai się demon prędkości, który może zjeść na śniadanie wiele desktopowych konfiguracji.
Gdy kurier dostarczył paczkę z laptopem Hyperbook MK55 Pulsar GTX 1060 akurat nie było mnie w domu. Zawiniątko odebrała moja ładniejsza połowa, zrobiła zdjęcie i schowała go do szafy, ponieważ mocno zaczął nią interesować się kot, niszczyciel pudełek. Już na zdjęciu rzuciły mi się w oczy nietypowe wymiary pudełka, które jest dość płaskie, przynajmniej w porównaniu z komputerami, z jakimi dotychczas miałem do czynienia.
W trakcie oględzin przesyłki okazało się, że komputer opakowany jest w minimalistyczne pudło bez żadnych grafik czy zdobień. Zwykła szara tektura z plastikowym uchwytem i czarnym napisem Hyperbook. Podejrzewam, że ma to związek z ochroną środowiska i recyklingiem, więc mocno na plus.
Niepozorne pudełko skrywało w swoim wnętrzu ważący 2,5 kg Hyperbook MK55 Pulsar zabezpieczony workiem z włókniny, ponadto jednostronicową instrukcję obsługi, aluminiowe sanki do zamontowania dodatkowego dysku twardego. Na spodzie pudełka znajdował się sporych rozmiarów zasilacz.
Zdjąłem z komputera ochronny worek i zgrabnym ruchem ręki zrobiłem miejsce na biurku, zrzucając jednocześnie starego laptopa i Pegasusa. Wreszcie stanęliśmy „twarzą w twarz” naprzeciw siebie.

[nextpage title=”Wygląd i osprzęt”]
Pudełko dało mi do zrozumienia, że minimalizm jest słuszną drogą. Komputer nie musi być barwny niczym paw tylko być szybki jak gepard.

Górna pokrywa została wykonana z czarnego matowego plastiku, dzięki czemu nawet po długotrwałym palcowaniu na jej powierzchni praktycznie nie widać odcisków. Nie chroni to jednak w żadnym stopniu przed kurzem i kocią sierścią, która w hurtowych ilościach fruwa po moim mieszkaniu podczas słonecznych dni. Obudowa jest wyprofilowana na kształt, który przypomina mi maskę sportowego samochodu. Podobieństwo w wyglądzie sugeruje, że pod spodem znajduje się potężny silnik, który da sobie radę w każdym wyścigu. W przeciwieństwie do ciężkiej maski samochodu, pokrywę MK55 Pulsar można obsługiwać jedną ręką bez konieczności przytrzymywania komputera. Z komputerem połączona jest przy pomocy solidnych zawiasów pozwalających na odchylenie ekranu o około 160 stopni do tyłu. Nawet mocno przechylona do przodu klapa nie zatrzaskuje się sama, co w innych modelach jest dość powszechne. Można spokojnie lekko przymknąć klapę, aby sobie odpocząć i dodatkowo zabezpieczyć się przed wścibstwem innych osób.
W końcu doczekałem komputera, który nie jest oklejony toną naklejek informujących o tym, co ma w środku. Naklejki są w pudełku w opcji do samodzielnego montażu, o ile ktoś tego potrzebuje. Odpada więc zdzieranie tego tałatajstwa, a także ryzyko, że w przyszłości odbarwi się obudowa. Niesamowitym plusem jest również brak jakiegokolwiek zainstalowanego wraz z systemem crapwaru. Otrzymujemy komputer z czyściutkim systemem operacyjnym bez konieczności kasowania ton niepotrzebnego softu. Polecam taki styl życia ;).

Sama bryła laptopa podobnie jak jego górna pokrywa przypomina mi sportowy samochód. Na szczęście jest on zdecydowanie mniejszy niż sportowe bryki. Wszystkie niezbędne elementy zostały wciśnięte w obudowę o wymiarach 374,6 x 260 x 29,5 mm. Z przodu zostały umieszczone głośniki stereo o mocy 2 W. Na lewym boku nie znajdziecie żadnych portów. Te zostały przeniesione na prawą stronę, gdzie oprócz czytnika kart SD znajdziemy dwa porty USB 2.0 oraz wejście i wyjście audio. Dla mnie takie rozwiązanie jest nieco kłopotliwe. Głównie ze względu na to, że jestem praworęczny i nie lubię korzystać z touchpada. Zwykle podpinam mysz i w sytuacji, gdy korzystam z portów po prawej stronie kable plączą się lub zahaczam rękami o wtyczki. Lepszym rozwiązaniem byłoby umieszczenie ich po lewej stronie, jednak dla osób leworęcznych takie rozwiązanie może być idealne.

Na tylnym panelu znajdziemy gniazdo zasilania, port HDMI, port Ethernet, USB 3.0, port USB zasilający, USB C i miejsce na zatrzask bezpieczeństwa. Podpięcie myszy i zasilania sprawia, że nie możemy odchylić mocno ekranu do tyłu. Ukłonem producenta w stronę użytkowników trzymających komputer na kolanach jest umieszczenie wylotu otworów wentylacyjnych na tylnym panelu. Gorące powietrze wydmuchiwane jest do tyłu a otwarta pokrywa dodatkowo zagłusza szum wentylatorów. Ponadto dzięki takiemu rozwiązaniu przednia część komputera nawet przy długotrwałej pracy nie nagrzewa się, co jest mocno komfortowe zarówno dla rąk, jeżeli korzystamy z komputera na biurku, jak i zabezpiecza przed przegrzaniem delikatnych części ciała w przypadku, gdy lubimy siedzieć z komputerem na kolanach. Na spodzie obudowy znajduje się subwoofer oraz dwie klapki umożliwiające szybkie dostanie się do kości pamięci oraz dysków. Bateria o pojemności 60 WH została schowana we wnętrzu komputera i nie ma do niej bezpośredniego dostępu, czy też możliwości szybkiego odpięcia.

W egzemplarzu, jaki otrzymałem, górne rogi górnej pokrywy odstawały od siebie jakby nie były dobrze zatrzaśnięte. Jest to prawdopodobnie lekkie niedopatrzenie podczas montażu. Po ich wciśnięciu na miejsce dla pewności wielokrotnie zamykałem i otwierałem pokrywę trzymając za jej środek, aby zweryfikować, czy problem może wynikać z chwytu jedną ręką. Obudowa pozostała na miejscu, co potwierdziło wcześniejsze przypuszczenie.
[nextpage title=”Matryca i podświetlenie”]

Po podniesieniu pokrywy ukazuje się pełna klawiatura mechaniczna, włącznik komputera oraz włącznik wiatraków. Touchpad umieszczony jest lekko po lewej stronie jednak na środku osi klawiatury alfanumerycznej. Posiada on dwa przyciski o ciężkim i nieprzyjemnym kliknięciu. Z kolei bezproblemowo działa na nim klik dotykowy i multitouch. Do pełni szczęścia zabrakło mi przewijania na prawej krawędzi. Po krótkim czasie zostałem przez to zmuszony do podłączenia zewnętrznego gryzonia i wygodniejszego korzystania ze scrolla.
Jeżeli chodzi o przyjemność korzystania z klawiatury powiem tyle, że odgłos stukania mechanicznych przełączników budzi we mnie ciepłe wspomnienia dzieciństwa i czasów młodości, gdy miałem styczność ze starymi „klepakami”. Nic mnie tak nie relaksuje, jak odgłosy rytmicznego stuk, stuk, stuk. Przyciski posiadają dwa poziomy nacisku i działają bardzo płynnie. Po tego typu doświadczeniach aż żal było mi wracać do starego membranowca. Klawiatura w całości jest podświetlana przez diody RGB i mamy niemal nieograniczone możliwości w doborze kolorystyki podświetlenia. Podświetlenie wydobywa się spod klawiszy oraz daje efekt na literze lub funkcji danego przycisku. Alternatywna funkcja klawisza namalowana jest szarą farbą, która jest widoczna tylko w mocnym świetle. Przy słabszym oświetleniu lub korzystaniu z podświetlania klawiatury w ciemnym miejscu może być problem z trafieniem w odpowiedni przycisk o ile nie mamy zakodowanych ich funkcji w pamięci mięśniowej.

Zarówno kolor jak i sposób samego podświetlenia możemy konfigurować w dołączonej aplikacji Color Wizard. Oprogramowanie pozwala zdefiniować pięć profili podświetlenia oraz ustawić jeden z kilkunastu dostępnych efektów, w tym ustawienie koloru podświetlenia dla każdego przycisku z osobna. Zmartwił mnie natomiast profil „Music”, w którym klawisze powinny podświetlać się w rytm muzyki niczym potencjometr w sprzęcie HiFi. Efekt zamiast przypominać żwawo poruszającego się na scenie tancerza zachowuje się niczym sparaliżowany tremą przedszkolak. Weryfikowałem działanie tej funkcji na wielu utworach z różną ilością basów zarówno na YT jak i na odtwarzaczu w komputerze. Efekt jest mizerny. Najwygodniejsze i według mnie najbardziej stylowe jest pełne podświetlenie klawiatury na kolor czerwony, co dodaje komputerowi nieco „pazura”.

Dodatkowych wrażeń dostarcza zastosowana w MK55 matowa matryca IPS o przekątnej 15,6’ wyświetlająca obraz w rozdzielczości FullHD. Daje to niesamowite wrażenie i utwierdza w przekonaniu, że jest to sprzęt z górnej półki. Matryca w zupełności spełniła moje oczekiwania. Bez problemu można pracować na niej nawet w sytuacji, gdy na ekran pada światło słoneczne. Światło nie odbijało mi się w twarz i widziałem wszystko, co było na ekranie. Dużym plusem jest również kąt widzenia. Spokojnie można odchylić ekran do tyłu lub oglądać wspólnie film bez konieczności pilnowania, aby siedzieć centralnie naprzeciw komputera. Obraz widoczny jest nawet pod dużym kątem. Dawno nie miałem okazji oglądać filmów na ekranie, który dawałby tak żywe i soczyste barwy, które sprawiają, że obraz wychodzi do widza niczym w kinie 3D.
To jednak tylko subiektywne odczucia. Należało więc wziąć matrycę w obroty i sprawdzić jej rzeczywiste parametry przy pomocy specjalistycznych narzędzi. Również ten test komputer przeszedł z pozytywnym wynikiem. Wyświetlacz testowanego laptopa bardzo pozytywnie zaskakuje. Pierwsza sprawa to jasność maksymalna sięgająca 294 nitów. Druga, to szeroki gamut kolorów jak na sprzęt typowo gamingowy. Zanim jednak o niewątpliwych zaletach, trochę o wadach jakie zostały wykryte podczas pomiarów.

Przede wszystkim nieco do życzenia pozostawia równomierność zastosowanego podświetlenia. Przy nastawach maksymalnych w centrum ekranu uzyskujemy wynik 276 nitów, poniżej środka wartości są wyższe, 283 – 294 nity, a powyżej niego niższe – 270-266 nitów. Oznacza to, że względem centrum wyświetlacza może być zarówno o 6% jaśniej, jak i o 3% ciemniej. Różnice te nie są jednak na tyle duże, aby zawracać sobie nimi głowę w ferworze gier.
Podczas kalibracji wyświetlacza zdecydowanie największy problem przyniosła niebieska składowa i tradycyjnie to dla błękitu największe było odchylenie – DeltaE wyniosło 12. Nic to jednak, bo drugi najsłabszy wynik to już niezauważalne DeltaE wynoszące 1,33 dla fioletu, a średnia dla wszystkich 24 serii dała DetlaE na poziomie 1,15. Dla przypomnienia, DeltaE do 2-3 określane jest jako niedostrzegalna różnica względem wzorca.

Gamut kolorów okazał się przyjemnie szeroki. 91% odwzorowania skali sRGB, 71% dla AdobeRGB i 66% dla NTSC to może wciąż parametry dalekie od wysokiej klasy monitorów graficznych, ale już wystarczające np. dla ekip montujących na szybko wideo podczas eventów czy wesel. Zdarza się, że w laptopach już najmniej wymagająca skala sRGB ma pokrycie rzędu 50% i wynik Hyperbooka jest zdecydowanie zaletą testowanego sprzętu.
Co warto dodać, regulacja jasności jest dosyć płynna i celując w 6500K i 120 nitów, po kalibracji udało się bez problemu uzyskać 6498K i 121 nitów. Nie ma tutaj nagłych, dużych spadków jasności jak w testowanym przez nas ostatnio Lenovo Legon Y720.
Dźwięk
Znacie ten typ dziewczyn, piękne i zadbane, na które można patrzeć godzinami, ale cały czar pryska w momencie, gdy zacznie coś mówić? To było moje pierwsze skojarzenie po włączeniu muzyki. Tak jak wyświetlany obraz zachwyca to dźwięk już niekoniecznie. MK55 Pulsar posiada rozbudowane oprogramowanie do sterowania parametrami dźwięku w zależności od odtwarzanego medium. Niestety nie udało mi się odnaleźć optymalnego ustawienia, które pozwoliłoby pozbyć mi się efektu „zatkanego ucha”. Wszystko za sprawą niefortunnego umieszczenia subwoofera na spodzie komputera po prawej stronie. Słuchając muzyki cały czas miałem wrażenie, jakbym gorzej słyszał na lewe ucho. Dźwięki wydobywające się z lewego głośnika wydawały się być płaskie i przytłumione. I pomimo posiadania drugiego stopnia umuzykalnienia (potrafię rozpoznać, kiedy gra orkiestra a kiedy nie oraz czy gra cicho, czy głośno) było to dla mnie mocno irytujące. Osoby z bardziej wrażliwym słuchem mogą czuć jeszcze większy dyskomfort. Ostatecznie najlepszy efekt uzyskałem dzięki wyłączeniu wszystkich „bajerów” i przejściu do trybu stereo. To spowodowało, że dźwięk w sposób równomierny trafiał do moich uszu, co dawało zadowalający efekt. Po dłuższym posiedzeniu zdążyłem się przyzwyczaić do mniej głębokich basów i cieszyć się ze słuchania muzyki, dźwięku w grach oraz oglądania filmów.
[nextpage title=”Specyfikacja”]

Producent określa Hyperbooka MK55 Pulsar, jako komputer, dla wymagających graczy, którzy wiedzą czego potrzebują od swojego komputera a zarazem chcą się wyróżniać niebanalnym designem sprzętu oraz potrzebują dostosowania go pod własne potrzeby. Komputer dostępny jest w różnych wariantach. Moja konfiguracja to:
- Procesor: Intel Core i7-7700HQ
- Chipset: Intel HM175
- Pamięć: RAM 8 GB DDR4 2400MHz
- Karta Graficzna: NVIDIA GeForce GTX 1060 6GB GDDR5
- Dysk: SSD WD 120 GB SATA III
Krzemowym sercem a w zasadzie mózgiem komputera jest Intel Core i7-7700HQ, który dumnie reprezentuje rodzinę mobilnych procesorów 7. generacji. Może jest niepozorny, niczym Bożydar ze skeczu KMN, ale gdy przychodzi właściwy moment pokazuje, co to znaczy ujrzeć w akcji prawdziwego „dewianta”, znaczy debeściaka. Wszystko to za sprawą 4 rdzeni logicznych z aktywnym Hyperthreadingiem oraz 8 wątkami. Pod wpływem adrenaliny jego zegar rdzenia 2,8 GHz przyśpiesza do 3,8 GHz, co pozwala mu uporać się nawet z najbardziej wymagającymi grami.

W tym morderczym wysiłku, procesor wspierany jest przez duet składający się chipsetu Intel HM175 oraz 8 gigabajtowej kości pamięci DDR4 o taktowaniu 2400 MHz. Samotnej kości przydałaby się siostra bliźniaczka, wszak płyta główna posiada dwa sloty mogące pomieścić do 32 GB RAM. Taki zabieg z pewnością pozwoliłby wykrzesać jeszcze kilka cennych klatek w grach.

Następnie na plac boju wchodzi cała na biało NVIDIA GeForce GTX 1060 6GB GDDR5. Do wyboru w tym modelu komputera jest jeszcze NVIDIA GeForce GTX 1050 Ti 4GB GDDR5, co w tym przypadku byłoby zdecydowanie słabszym wyborem. GTX 1060 jest typowym terminatorem w klasie mobilnego sprzętu. Pozwala na płynną rozgrywkę z maksymalnymi ustawieniami, chociaż niektóre tytuły i jemu czasami sprawiały trudności.
Posadę kierownika banku pamięci objął dysk SSD WD 120 GB SATA III, co mocno utrudniało współpracę ze względu na bardzo ograniczone zasoby. Mogłem sobie pozwolić na zainstalowanie jednej gry na raz. Na szczęście posiadam w miarę szybkie łącze więc dość krótkim czasie mogłem pobrać kolejny tytuł do testów, jednak do codziennej pracy taka ilość miejsca jest skandalicznie mała. Bez wyposażenia komputera w większy dysk lub zamontowania drugiego możemy zapomnieć o wygodnej pracy.
[nextpage title=”Benchmarki”]
Zamiana mojego poczciwego Lenovo na rzecz Hyperbooka MK55 była niczym przesiadka z furmanki do statku Enterprise. Chociaż ze względu na małe wady bardziej pasowałby tu Sokół Millenium :D. „Cheewie, włącz hipernapęd”.
Aby potwierdzić moc nowego sprzętu, konieczne było przetestowanie go w warunkach bojowych. Nic do mnie nie przemawia tak, jak cyferki na ekranie. A te prezentują się całkiem przyzwoicie.




W pierwszej kolejności komputer dostał wycisk od serii benchmarków ze stajni 3D Mark. Z tym testem poradził sobie całkiem przyzwoicie. Zarówno procesorowi jak i karcie graficznej renderowanie animacji nie jest straszne. Kolejną próbą bojową były testy w środowisku DirectX.


- App Star-up Score – 6970 7350
- Video Conferencing Score – 4660 6534
- Spreadsheets Score – 7459 8428
- Writing Score – 5034 5200
- Photo Editing Score – 6445 6335
- Rendering and Visualization – 6146 6131
- Web Browsing Score – 6655 6703
- Video Editing Score – 4291 4215
Nie samym renderowaniem grafiki i graniem człowiek żyje. Czasami trzeba użyć komputera do nieco innych czynności, takich jak edycja zdjęć czy filmów, przeglądanie Internetu czy bajerowanie frelki na Skype. W tym celu przeprowadziłem testy wydajności przy użyciu Cinebench R15.
Wykonany test wydajności procesora wskazał dziwną przypadłość zintegrowanej karty graficznej. Tak jak w przypadku modelu Hyperbook N85 tak i Hyperbook MK55 Pulsar z każdym kolejnym odpaleniem testu wskazywał coraz niższą liczbę generowanych klatek na sekundę.


Po solidnym wysiłku fizycznym na deser został jeszcze mały test na przyswajanie i przypominanie wiedzy, czyli testy sprawności dysku SSD. Wbudowany magazyn danych uzyskał prędkości 512 MB/s przy odczycie sekwencyjnym plików o wielkości 1 GB. Sekwencyjny zapis danych plików o tej samej wielkości przebiegał z prędkością 382 MB/s. Nieco lepsze wyniki dysk uzyskał przy zapisie i odczycie plików o wielkościach od 64 kb do 64 MB.
[nextpage title=”Testy w grach”]
Czym byłoby testowanie komputera, jeżeli nie ograłbym topowych gier. Na pierwszy ogień poszło „сука блять!” znaczy CS: GO. Nic tak nie odpręża jak rozbrojenie bomby podłożonej na B. Podczas gry liczba klatek oscylowała w okolicach 140 dochodząc maksymalnie do 292 fps-ów. Dość dziwną anomalią był spadek do 1 kl/s w momencie respawnu i podczas ładowania nowych map. Przy każdym respawnie zauważyć można było „szarpnięcie”. Na szczęście podczas strzelania czy wyświetlania wybuchów, problem ten nie występował.

Następnie nabrałem ochoty na rozwalenie kilku piekielnych potworów, co umożliwił mi Doom. Gra działa bardzo płynnie i dynamicznie. W przypadku wybuchów i wyjściu na otwarte przestrzenie liczba klatek spadała chwilowo w okolicę 43. Przez większość czasu GTX 1060 trzymał 87 fps-ów co pozwoliło na komfortową rozwałkę demonów.

Po Doomie przyszła kolej na Elex od Piranha Bytes. Na najwyższych ustawieniach gra działała płynnie oscylując w okolicach 71 klatek na sekundę, jednak przy wychodzeniu z budynku na otwartą przestrzeń łapała chwilowe spadki wydajności do 28 fps-ów, co było odczuwalne i momentami irytowało.
Przygody Lary wycisnęły z komputera siódme poty. Tak jak można było się spodziewać problematyczna okazała się śnieżyca, która spowodowała chwilowy spadek liczby klatek do nieakceptowalnego poziomu 18 fps-ów. Poza tą gorzką pigułką reszta gry toczyła się w miarę przyjemnie. Średnia liczbą klatek oscylowała w okolicach 42. Gra zaliczała lekkie spadki poniżej średniej w momencie, gdy na ekranie robiło się gorąco.
Na deser poszedł Resident Evil 7. Przytulna rezydencja Bakerów zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Dla komputera ciasne korytarze nie stanowiły wielkiego wyzwania, 125 klatek na sekundę to średnia liczba fps z jaką była wyświetlana gra, nawet spadki do 78 klatek nie powodowały żadnego dyskomfortu. Dawno tak mocno nie stresowałem się podczas rozgrywki 🙂
[nextpage title=”Kultura pracy”]
Komputer wyposażony jest w chłodzenie pół-pasywne. Przy zwykłym użytkowaniu, wentylator nie uruchamia się a temperatura procesora oscyluje w granicach 60 stopni. Przy pełnym obciążeniu jest już trochę głośniej jednak nie na tyle, żeby powodowało to dyskomfort pracy. Podczas ogrywania bardziej wymagających tytułów udało mi się rozgrzać procesor do 86 stopni. W każdym momencie możemy ręcznie uruchomić wentylator z pełną mocą obrotów, co pozwala na bardzo szybkie schłodzenie komputera jednak kosztem dość głośnej pracy. Hałas jaki jest wtedy generowany oscyluje w okolicach 40 dB, co jest słyszalne i może wymagać podkręcenia dźwięku lub wykorzystania słuchawek, aby nie rozpraszać się. Funkcja szybkiego chłodzenia jest opcjonalna. Wentylatory nawet po uzyskaniu przez procesor 86 stopni nie rozkręcały się aż tak mocno, jak po uruchomieniu tej funkcji.





Zasilanie „bebechów” tego potwora wymaga sporo mocy i przekłada się to na jego czas pracy. O ile na jednej baterii i oglądaniu filmów z YT bateria wytrzymała 3 godziny, to pod obciążeniem mogłem pracować tylko nieco ponad godzinę. W tej sytuacji Hyperbook MK55 nie jest dobrym kompanem do pracy w miejscach, gdzie nie możemy liczyć na zasilanie z gniazdka. Wymaga to zabierania ze sobą zestawu w postaci komputera oraz dość pokaźnych rozmiarów, ważącego 800 g z kablami, zasilacza. Zapomnieć można o ogrzewaniu przy jego pomocy zimnych stóp. Nawet przy wielogodzinnym obciążeniu zasilacz nie nagrzewał się mocno, co najwyżej był ciepły. Kolejnym plusem zasilacza jest długość przewodów, dzięki którym możemy z podłączonym komputerem oddalić się od gniazdka na ok. cztery metry.
[nextpage title=”Podsumowanie”]

Spotkanie z Hyperbook MK55 było moim pierwszym doświadczeniem z komputerem tej marki. Mogę je podsumować jedynym słusznym zwrotem: Cała przyjemność po mojej stronie.
Testowany przez mnie model śmiało mogę polecić graczom potrzebującym mocnego i niezawodnego sprzętu.
Na sam koniec chciałem dodać jeszcze kilka słów na temat wsparcia technicznego jakie otrzymują użytkownicy Hypberbook. Infolinia posprzedażowa działa w dni powszednie od 10 do 18. Jako, że przez wiele lat byłem zawodowo związany z tematyką jakości obsługi Klienta postanowiłem również przetestować i ten aspekt. W dzisiejszych czasach niemal każdy z producentów posiada w ofercie podobne urządzenia, a o ostatecznym wyborze sprzętu może zadecydować właśnie taki z pozoru drobny szczegół, jakim jest jakość obsługi posprzedażowej. Postanowiłem, skontaktować się anonimowo ze wsparciem pod podanym w instrukcji numerem. Udało mi się dodzwonić dopiero za czwartym razem, jednak jak już się połączyłem zostałem obsłużony przez profesjonalistę. Poziom obsługi, uprzejmość i merytoryka pracownika stała na bardzo wysokim poziomie. Za to śmiało mogę przyznać „znak dobrej obsługi”.
Ocena końcowa: 7+/10
[pm]
+ wysoka wydajność pracy
+ minimalistyczny design oraz jakość wykonania obudowy
+ bardzo dobra jakość obrazu oraz duże kąty widzenia
+ pełna klawiatura mechaniczna
+ długi przewód zasilacza
+ wydajne odprowadzanie ciepła
+ jakość telefonicznego wsparcia technicznego
– czas pracy na baterii
– brak podświetlenia alternatywnej funkcji klawiszy i błędnie działający profil podświetlenia „Music”
– słaba jakość dźwięku
– brak przewijania na krawędzi touchpada
– mała pojemność dysku SSD
[/pm]
[foogallery id=”8504″]
Źródło:

