Dawno na naszych łamach nie gościła recenzja klawiatury. Tym większa była więc moja radość, gdy w moje ręce wpadł nowy model sygnowany logo HyperX. Zawsze wysoko ceniłem sobie produkty tej firmy, ale nie miałem jeszcze do czynienia z ich klawiaturami, więc do “unboxingu” przystąpiłem z ogromną ciekawością.
Specyfikacja:
- Typ klawiatury: pełnowymiarowa
- Przełączniki: mechaniczne, autorskie HyperX, czerwone – linearne
- Siła nacisku: 45 g
- Podświetlenie: tak, LED
- Funkcje dodatkowe: 100% anti-ghosting, N-Key rollover
- Połączenie: kabel 2 m
- Wymiary: 442,5 x 132,5 x 36,39 mm
- Waga: 1075 g
- Cena: ok. 469 zł
[nextpage title=”Wygląd i jakość wykonania”]
W pudełku nie znajdziemy zbyt wielu elementów. Tak naprawdę będzie to jedynie sama klawiatura oraz osobno zapakowany, odłączany kabel USB – USB-C. Cieszy, że firma zauważa coraz większą popularność tego standardu i właśnie ten sposób połączenia wybrała dla swojego nowego urządzenia. Dziwi mnie jedynie to, że jest to chyba jedyny przypadek kabla USB-C, z jakim miałem do czynienia, który sprawiał pewne problemy w podpinaniu. Tak, jakby został spasowany na ułamki milimetra i miał jedną, jedyną, precyzyjną pozycję do wpięcia w styk.

Klawiaturę “postawiono” na solidnej, aluminiowej obudowie i twórcy chwalą się, że jest to materiał, który znajdziemy między innymi w lotnictwie. Jeśli chodzi o jakość wykonania, to cieszą mnie szczególnie dwie cechy – po pierwsze, klawisze wystają ponad powierzchnię obudowy, co ułatwia czyszczenie, a po drugie obudowa jest matowa. Dzięki temu na urządzeniu nie powinny pozostać żadne odciski palców. Bardzo ładnym i eleganckim detalem jest pasek informujący o wciśnięciu klawiszy caps-lock, scroll lock i aktywnej klawiaturze numerycznej.
[nextpage title=”Ergonomia”]
Świetnym rozwiązaniem okazała się trójstopniowa regulacja wysokości – niby jest ono bardzo proste, a mimo to rzadko spotykane. Zmartwił mnie natomiast brak dedykowanego pokrętła do regulacji głośności – inne modele klawiatur tej firmy mają takie rozwiązanie, szkoda więc, że nie zastosowano go tutaj. Brakuje mi również w tym modelu jakiegoś systemu ułatwiającego schowanie kabla oraz dodatkowych wyjść w klawiaturze, pozwalających na przykład na ładowanie telefonu. Jednak poza tymi wadami ciężko się do czegokolwiek w tym modelu przyczepić. To co najważniejsze – działa znakomicie. W dodatku klawiatura jest niezwykle lekka – biorąc ją do ręki niemal nie czuje się, że mamy ponad 1 kilogram metalu, plastiku i elektroniki.

HyperX Alloy Origins to pełny zestaw klawiszy w układzie angielskim (US), ze wspomnianą już sekcją numeryczną i klawiszem funkcyjnym. To on aktywuje ukryte pod F1 – F12 dodatkowe opcje, jak sterowanie multimediami. Największa „atrakcja” tego modelu kryje się jednak pod klawiszami. Chodzi oczywiście o nowe, autorskie przełączniki firmy HyperX. Według zapewnień twórców, mają one wytrzymać aż do 80 milionów naciśnięć, w porównaniu do 50 milionów w przypadku najpopularniejszych przełączników innych firm. Oczywiście są to jedynie zapewnienia, które trudno zweryfikować w trakcie kilkutygodniowego testu, ale w kwestii solidności i wytrzymałości ich akcesoriów, firmie HyperX akurat chyba można zaufać.
Testowany model wyposażono w przełączniki czerwone, najpopularniejsze wśród graczy. Nie jestem ich szczególnym fanem, wolę bardziej klikającą charakterystykę pracy, ale obiektywnie patrząc – działają znakomicie. Nie wymagają niemalże żadnego wysiłku, aktywacja następuje szybko i ani razu w trakcie testów nie sprawiły mi żadnych problemów – ani w trakcie gry, ani podczas codziennej pracy z komputerem. Działały bardzo precyzyjnie i lekko, bez żadnego dziwnego uczucia “zatapiania” się palców czy blokowania przycisków pod dziwnymi kątami. Jedno, nietypowe zachowanie, jakie zauważyłem, to lekkie “bujanie się” niektórych przycisków na boki. Na szczęście nie wpływa ono na działanie klawiszy jako takich.

Jeszcze słowo o funkcjach dodatkowych – oprócz tak powszechnych, jak anti-ghosting, tryb gamingowy i N-Key Rollover, mamy tu również do czynienia z wbudowaną pamięcią na 3 profile podświetlenia. A to należy chyba do najjaśniejszych z jakimi miałem do czynienia w klawiaturach. Klawiatura jest jasna nawet z założonymi nakładkami – a bez nich blask diod jest niemalże oślepiający. Na szczęście można wybrać jeden z pięciu poziomów jasności.
[nextpage title=”Oprogramowanie, podsumowanie i ocena”]
Klawiaturę obsługuje oprogramowanie HyperX NGenuity. Jego podstawowym zastosowaniem jest sterowanie podświetleniem – możemy tutaj skonfigurować sobie trzy różne profile podświetlenia. Poza tym, software pozwoli Wam ustawić jakie klawisze mają być wyłączone w trybie gamingowym, ustawić makra, dodatkowe skróty klawiszowe dla systemu operacyjnego, przeniesienie niektórych funkcji myszy na klawiaturę czy dopasować sterowanie multimediami. Opcji jest naprawdę sporo, ale mimo to Program jest jasny, przejrzysty i nie przytłacza. Ustawicie w nim to, co dla Was najważniejsze i możecie od razu wkraczać do gry.


Już sam fakt wykorzystania przełączników, które wytrzymają dłużej niż konkurencja, przemawia bardzo na korzyść opisywanego urządzenia. Do tego HyperX to marka sama w sobie, której właściwie chyba nigdy nie zdarzyło się wypuścić sprzętu sprawiającego jakiekolwiek problemy. Cena około 470 złotych może na 1. rzut oka odstraszać, ale kupując tą klawiaturę, możecie być niemal pewni, że będzie to sprzęt na lata. Poza tym w portfolio HyperX mało jest modeli tańszych, choć jakiś czas temu firma zdecydowała się zwrócić swoją uwagę także na mniej wymagających użytkowników. Jednak nadal jest to przede wszystkim firma produkująca produkty premium i dla mnie taką pozostanie.
Alloy Origins ma kilka niewielkich minusów, ale są to bardziej kwestie ergonomii niż prawdziwe problemy, które by w jakiś sposób utrudniały korzystanie z klawiatury. Ja w każdym razie gorąco polecam.
Ocena: 8/10
![]() |
![]() |
Zalety
|
Wady
|
[foogallery id=”851008″]



