Na usta ciśnie mi się wiele nieprzyzwoitych słów na temat słuchawek, które spędziły u mnie kilkanaście upojnych nocy. Nie żałuje jednak żadnej z nich. Każdy gracz przed osiągnięciem pełnoletności powinien tego zaznać. A pozostali, którzy nie mieli okazji tego wcześniej zrobić? Cóż… wiedzcie, że nic seksowniejszego nie obejmowało Waszych uszu.
A miało być tak pięknie… Działałem według redakcyjnej rutyny – przetestować sprzęt, skrobnąć o nim kilka słów i odesłać do producenta. Cały misterny plan jednak poszedł się je… Miałem na myśli, że się spsuł. To nie powinno się wydarzyć. Po założeniu headsetu Logitech G633 dźwięki zmieniły się w pokarm, którego nigdy nie próbowałem. Ugrzęzły między kowadełkami i uchem wewnętrznym sprawiając niebywałą przyjemność. I nie mówię tylko o samej istocie obcowania z nim w grach. W jego przypadku możemy rozprawiać o jakości wprawiającej w technologiczną ekstazę nawet mniej wybrednego audiofila.
Niestety, choćbym chciał, nie ukryję przed Wami informacji o jego astronomicznej sugerowanej cenie 729 zł (w sieci znalazłem i za 470 zł). Nie zwykło się tyle wydawać na głośniki do kompa, a co dopiero na słuchawki. Lecz to kwestia zażyłości z portfelem i przyzwyczajenia do sposobu grania po kosztach. Jeśli traktujecie te zasady jako życiowe dewizy, to czym prędzej je porzućcie. Fakt, może dzięki konsumenckiemu rozsądkowi przeżyjecie i 100 lat o pełnym żołądku, lecz nigdy nie dowiecie się, jakie to uczucie, gdy receptorom słuchu przygrywają dźwięki tak waleczne i czyste, jak Orleańska Dziewica.
[nextpage title=”Specyfikacja”]

Dotarliśmy do punktu, w którym wyjaśnimy najważniejsze cechy Logitech G633 Artemis Spectrum, które bezpośrednio wpływają na jakość odtwarzanego dźwięku, a w tym wielkość membran. Mogłoby się wydawać, że skoro mamy do czynienia z ogromnymi nausznikami to i średnica membran powinna być dobrana do nich proporcjonalnie. Tu jednak wpadniemy w zasadzkę logicznego myślenia – producent zbudował wysoką renomę sprzętu na bazie zaledwie 4 cm przetworników. Niepomiernie mnie zdziwiło, bowiem nawet o wiele mniejszy model G231 Prodigy był uzbrojony w 5-teczki. Zaniepokojenie o moc wyjściową zniknęło z twarzy po sprawdzeniu ich czułości. Mimo swoich rozmiarów pohałasują do 107 dB, choć ze względów zdrowotnych nie polecamy testować maksymalnego nagłośnienia.

Tu trzeba zaznaczyć, że nie są to jakieś przeciętne membrany, a autorskie Audio Pro-G współgrające z systemem przestrzennym 7.1. W ich przypadku będzie wymagane większe natężenie prądu. Impedancja dzieli się tu na dwa rodzaje: pasywną o 39 omach i aktywną o 5 kiloomach. Z tego też powodu ich poziom głośności nie jest współmierny integrując je z komputerem i telefonem. Wyższe zapotrzebowanie na energię nie przyczynia się do zwiększenia zakresu pasma przenoszenia. 20 Hz – 20 kHz zadowoli każdego fana słuchawkowych przeżyć.
Zaś mikrofon dołączony do lewej słuchawki to jednokierunkowy drań o charakterystyce pojemnościowej. Dzięki swojej gibkości może rozwinąć się do 13 cm i ustawić pod dowolnym kątem. Mimo, że z przyzwyczajenia nasłuchuje nie tylko rozmówcę, ale i dźwięki towarzyszące monologom, skrupulatnie tłumi zakłócenia za sprawą ustawień dostępnych w predefiniowanych sterownikach.
[nextpage title=”Wygląd i wykonanie”]

Na pierwszą randkę ze słuchawkami Logitech G633 umówiłem się bezpośrednio u mnie. Bez kolacji, bez niczego podjechała przyzwoitka i podrzuciła je do mnie. Byłem tak przejęty, że posprzątałem nawet na biurku, a w laptopie zrobiłem wolne miejsce na złączu USB i mini-jack. Kiedy tylko wpadły w moje ręce, bestialsko rzuciłem się na nie, rozbierając ze wszystkich zbędnych tekturowych ciuchów. I wreszcie je zobaczyłem, całkiem nagie, surowe w swoim materialnym obliczu. Jakby to żartobliwie powiedzieć – większych nie widziałem! Są naprawdę duże w porównaniu do wcześniej recenzowanych zestawów.
Cechą szczególną jest interesujący profil nauszników. Brak tu kobiecych krągłości, jakie spotkaliśmy w ramach zalotów do Razer 7.1 V2. Obudowa nauszników jest wydłużona, wręcz dopasowana do kształtu uszu. Po wewnętrznej krawędzi nauszników nałożono gąbczaste poduchy obleczone wytrzymałą siatką z nieznanego mi materiału. Te w łatwy sposób można ściągnąć i w razie potrzeby wyczyścić z kurzu i innych specyfików.

Zewnętrzną warstwę obudowy nauszników pokrywa wąski, przezroczysty pasek, przez który przebija się podświetlenie RGB. Powyżej transparentnych linii konstrukcja nieco zwęża się, a na jej szczycie można zauważyć trzy wydrążone wzorki oraz literkę G, oznaczającą markę producenta (która również przepuszcza światło).
Nauszniki mimo konkretnych rozmiarów (około 8 x 11 cm) można w dużym zakresie wyregulować względem kształtu głowy i sposobu ich noszenia. Dzięki ruchomemu zawiasowi możemy przekręcić je o 90 stopni w jednej płaszczyźnie, a także przechylić, aby bez rozciągania kabłąka ustawić je równolegle do siebie. Przy dopasowaniu słuchawek do głowy nie można zapomnieć o odpowiedniej regulacji wysokości pałąka. Tutaj teleskop wysuwa się na 4,5 cm, więc raczej nikt nie powinien mieć problemów z wygodnym ułożeniem nauszników. Nie trzeba się także martwić o nacisk na górną część głowy. Zastosowana u podstawy kabłąka pianka jest bardzo delikatna. I choć wcześniej narzekałem na zbyt wąską wyściółkę w modelu Logitech G231 Prodigy, tak tutaj mam wrażenie, że jest odrobinę szersza i elastyczniejsza.

Dużej funkcjonalności sprzętu akompaniuje nowoczesny wygląd, acz o barokowym zacięciu nie ma mowy. Miłym dla oka są gładkie wykończenia krawędzi i matowa czerń nauszników, która dobrze prezentuje się z błyszczącymi zawiasami. Modernistycznego designu urządzenia nie psuje widok wystającego ze słuchawki mikrofonu. Producent skrzętnie ukrył go w lewym nauszniku, pozwalając graczowi zdecydować kiedy będzie potrzebny. Otoczony jest nie jedną, a dwiema izolacjami – główną plastikową o sztywnej strukturze i bodajże nylonem lub gumą, która to warunkuje przybliżenie go jak najbliżej do ust. O jego aktywności informuje niewielka dioda iskrząca się kolorem czerwieni.
Korzystając z wbudowanych przycisków na nauszniku, możemy wyłączyć go bez spoglądania na pulpit. Należy tylko trafić na ten jeden właściwy prztyczek spośród 6 wystających elementów zamontowanych z tyłu słuchawki. Pozostałe z nich służą do obniżenia hałasu, przełączenia aktywnej linii komunikacji USB/mini-jack i trzech dowolnie zaprogramowanych przez użytkownika funkcji. Kwestią zasadniczą jest podłączenie zestawu przez przewód USB, bowiem tylko wtedy będziemy mogli sparować urządzenie z oprogramowaniem Logitech Gaming Software.

Wspomniany przewód został dostosowany do obsługi zarówno PC jak i konsol. Z pewnością jego najważniejszą zaletą jest daleki zasięg, gdyż rozwija się na odległość 3 metrów. Aczkolwiek wbrew regułom bezpieczeństwa Szwajcarzy zamiast opleść kabel transmisyjny, jedynie ogumili go i tym samym narazili na przetarcia. Kompletnym jego przeciwieństwem jest przewód zakończony końcówką 3,5 mm. Ten ma raptem tradycyjną długość 1,8 m, za to opleciono go wytrzymalszym materiałem oraz dodano mu pilot do regulacji głośności, włącznik mikrofonu i przycisk do przełączania utworów. Ciekawostką jest to, że posiadając dwa przewody możemy wydzielić jeden na transmisję dźwięku z gry a drugi na muzykę odtwarzaną np. ze smartfonu.

I właśnie podczas testowania kombinacji połączeń, do moich uszu dotarły dźwięki, których wolałbym nie usłyszeć. Macając palcami wierzch obudowy prawej słuchawki, ta zaczęła w panice skrzypieć. Dokładnie rzecz ujmując, chrobocze w miejscu poniżej linii podświetlenia. Napierając kciukiem na powierzchnię można wyczuć złe spasowanie elementów. Podobne odgłosy cierpienia wydobywają się spod łączenia zawiasu ze słuchawką. Jak za tak wysoką cenę urządzenia, jest to raczej wada, w moim przekonaniu, niedopuszczalna.
Błogosławieństwem na zastany problem jest dobra izolacja nauszników. Ściśle przylegają do głowy, osłaniając małżowiny w całości. Myślę, że niezależnie od ich rozmiaru, słuchawki przykryją każdą parkę uszu z rozmachem ograniczając dostęp dźwięków z zewnątrz. Zaskakująca w tej sytuacji jest masa słuchawek. Duże rozmiary nauszników nie narzucają zbyt wielkiego obciążenia dla szyi. Tutaj jest to około 330 g.
[nextpage title=”Praktyczne testy”]

Strasznie długo zabierałem się za tę recenzję, która przeleciałaby przez palce innych redaktorów pewnie w kilka dni. Mój problem nie polegał jednak na braku słów, a ambitnym celu przekazania Wam jak najwierniej faktów nt. jakości dźwięku. A uwierzcie, że można by stworzyć o tym dłuższą rozprawkę. Zaczęłaby się od słów: po przechyleniu kolejnego kubka z [wstawić słowo właściwe względem upodobań] podłączyłem słuchawki, mając do wyboru złącze USB lub 3,5 mm. Decyzja padła na te pierwsze. Od tego momentu umysł odciął mnie od świata zewnętrznego i zapomniałem na amen, że w piekarniku opalała się karkówka na obiad. I pomyśleć, że wszystko, co później się wydarzyło, było powodem jednej pary słuchawek…
Testy zacząłem na domyślnych ustawieniach dźwięku dla odmiany odpalając wpierw muzykę. Kojarzycie pewnie utwór Evanescence – Bring me to life, prawda? Gdy tylko z ust wokalistki wypłynęły pierwsze słowa, wzdłuż mojego karku przeszła kolumna ciar, tak okrutnych, że aż wzdrygnąłem. Niewielkie membranki były niemal jej zwierciadłem głosu. Niesamowicie wyraźnie i wysoko uchwyciły tonację Amy Lee, wydobywając na wierzch chłodną przeciągłość kobiecego wokalu. Po kilku sekundach dołączyła elektryczna gitara i perkusja… o matko. Nie minął jeszcze kawałek, a już wiedziałem, że G633 Artemis Spectrum będą czymś więcej, niż urządzeniem do gier. Scena muzyczna świetnie kontrastowała ze spektrum śpiewanym. Nawet najmocniejsze uderzenia basowe nie zagłuszały środkowej oktawy, jak i wyciszonego głosu Amy. A skoro przy basie jesteśmy, ostro zamiata uszy. Jest mocny i ma właściwą intensywność. Nie zakłóca wyższych poziomów dźwięku, nadto uwypukla mniej słyszalne tło.
Następne kilka rockowych nut potwierdziło tylko, że każde stadium dźwięku, począwszy od najniższych do najwyższych tonacji jest jakby osobno izolowane i nie gubi się w towarzystwie dominującego rytmu. Kolejne co sprawiło mi wielką niespodziankę, to świetne wydzielenie głównego wokalu od chórku. W niektórych utworach przerobionych w studio czasem ma się wrażenie, że warstwa muzyczna refrenu jest dziełem niesamowitego talentu piosenkarki/arza. Z tymi słuchawkami można wyłapać momenty ich synergii. W przypadku klasycznego rocka i jego alternatywnych odłamów, a także metalowego brzmienia zaryzykuje stwierdzenie, że klasa dźwięku powinna się spodobać niezblazowanym audiofilom. Zarówno gitara elektryczna, jak i akustyczna brzmią rewelacyjnie i bardzo naturalnie. Co więcej, mają długi sustein, graniczący między echem a kumulującym rozbrzmiewaniem. Podobne odczucia ma się w kontaktach z muzyką pop. Fakt, jest najmniej wymagająca, ale trudniejsza pod kątem próbkowania płaszczu wokalnego. Te jednak Artemisiątko łyka i smakuje, jak dobrego niskoprocentowego drinka.
Po przeskoczeniu na mocniejszy dubstep i pseudo trans/electro/house poziom doświadczeń nieznacznie opadł. Wszystkie dźwięki były czytelne, ale czegoś tutaj zabrakło. Przy głośniejszym odsłuchu można wyłapać obniżoną głębię i hermetyzm zmiksowanych dźwięków. To i tak więcej, niż można się spodziewać po gamingowym sprzęcie. Ten radzi sobie najgorzej z muzyką klasyczną. Wyjątkowo odradzam słuchawki Logitech melomanom zasłuchanym w koncertach na żywo. Gitarę klasyczną i akustyczną generują bez skazy, ale inne szarpane oraz dęte instrumenty z dziwną „manierą”.

Odłóżmy na bok muzykę i przejdźmy teraz do pierwszoplanowego obszaru naszych zainteresowań, czyli gier. Jestem zdania, że gdy sprzęt doskonale radzi sobie z odtwarzaniem wymagających piosenek, to i w pecetowych produkcjach potrafi wzmocnić siłę doznań. Cóż… nie myliłem się. Mając do dyspozycji Dooma, CS:GO, Rome 2, Śródziemie, Forzę 7 i kilka demek z grami wojennymi rozpływałem się we wszystkich możliwych nastrojach. W shooterach nigdy wcześniej nie byłem tak blisko wojny, w tolkienowskim świecie orkowie nie brzmieli tak paskudnie, a ryk silnika i momenty nagłego hamowania na śliskiej nawierzchni tak realistyczne. To była istna kumulacja dźwiękowych doświadczeń. Odgłosy wybuchów były tak twarde i przeciągłe, że w przyjemny sposób otępiały uszy. Nie zaznacie tego na zwykłych słuchawkach za 100-200 zł… Jeśli nigdy nie przywdziewaliście munduru i nie strzelaliście z prawdziwej broni, to tak naprawdę nie macie bladego pojęcia, jak genialnie może to brzmieć i jak duży wpływ mają słuchawki na satysfakcję z gry. Tak jak przy odsłuchiwaniu utworów występował wyraźny podział stref dla instrumentów, tak i tu każdy ambient środowiska, ścieżka instrumentów oraz dialogi postaci były odtwarzane z oryginalną płaszczyzną słyszalności. Nie muszę chyba mówić, że grało mi się przez to nieziemsko.
Na domiar mojej przyjemności i Waszej zazdrości, grałem bardzo długo. Kilkugodzinne sesje nie wywoływały żadnego bólu i przemęczenia uszu. No, oprócz pierwszego kontaktu, gdy oddawałem się muzycznym uniesieniom w zawyżonym hałasie. Pozwoliło to jednak doświadczyć wibracji słuchawek. Tak, dobrze czytacie. Grają taki głęboki bas, że poduszki okalające małżowiny zaczynają nieznacznie kurczyć się i rozszerzać, tak jak ma to miejsce z membranami w większych głośnikach.
Co ucieszy potencjalnych nabywców, zastosowany materiał w poduszkach na uszy oraz przy kabłąku jest na tyle miękki, że nie uciska na skórę. Można swobodnie operować w słuchawkach przez kilka bitych godzin. Nadto materiał przepuszcza powietrze, toteż po długim użytkowaniu uszy będą wolne od wilgoci.

Ostatnie, co przeszło przez weryfikację jakości, z pozoru było niedostępne dla oczu. Majk dobrze ukrywał się przed resztą świata w czeluściach słuchawki, ale nic nie trwa wiecznie. Raz wysunięty został wykorzystany do celów nagraniowych. Jego obawa o etykietę przyzwoitego mikrofonu była trochę pochopna. Początkowo posłużył nawet do stworzenia filmu o najlepszych grach do kooperacji. Koniec końców, został zastąpiony przez model wolnostojący, ale jestem zobligowany przyznać, że nie jest wcale taki zły, jak na mikrofon dołączony do słuchawek. Po zaznaczeniu opcji automatycznego usuwania szumu, rejestrował go w minimalnej ilości. Oczywiście, pasmo czułości skupiało się wyłącznie na zachowaniu środkowych dźwięków pomijając bas, lecz bez żadnego majstrowania w programie brzmiało to całkiem czysto. Sami się przekonajcie. Po zabawie w Audacity i podbiciu basu można nawet spróbować dograć komentarz do filmów udostępnianych na Youtube. Tak więc do Voicechatu w grach i rozmów na Skype tym bardziej się nada.
Oprogramowanie
Weźcie sobie na poprawkę, że działałem na konfiguracji domyślnej. Czujecie to?! Ze słuchawek można wyciągnąć jeszcze więcej przy pomocy oprogramowania Logitech Gaming Software. Zanim się zabierzemy za personalizację, wymagane jest podłączenie zestawu przez USB. Wtem odsłonią się przed nami 4 zakładki ustawień. Pod pierwszą z nich znajdziemy personalizację ustawień poleceń dla trzech przycisków G1-G3. Możemy zaprogramować dla każdej gry jakąś z funkcji sterowania, choć z uwagi na tempo rozgrywki oraz pomyłki w wybraniu właściwego przycisku, zalecamy bardziej tradycyjne ustawienie polecenia, jak np. zmiana trybu podświetlenia, przełączenie trybu surround, przełączenie korektora dźwięku.

Obok personalizacji poleceń natrafimy na konfigurację podświetlenia RGB słuchawek. Mowa tu o wąskim polu na obudowie i literce G. Dla dwóch stref możemy ustawić konkretny tryb luminacji (np. oddech, stały kolor, tęcza RGB), poziom natężenia światła, szybkość zanikania lub przejść między kolorami, a także zapisać profil z uśpieniem podświetlenia po określonym czasie aktywności. Jeśli posiadamy inny sprzęt Logitech możemy dodatkowo zsynchronizować profil emisji światła.

Trzecia zakładka udostępnia nam opcje korektora dźwięku. Dzieli się on na podstawowy z predefiniowanymi stylami dla gier (FPS, MOBA) i rozmów oraz zaawansowany, gdzie indywidualnie możemy spersonalizować zarówno głośność niskich i wysokich tonów, jak i wyrównać poziomy dźwięku w equalizerze. Tu również warto zaznaczyć automatyczną niwelację szumu, o ile zamierzamy korzystać z wysuwanego mikrofonu.

Ostatnie i w sumie najważniejsze ustawienie dotyczy systemu przestrzennego 7.1. Do wyboru są trzy profile: DTS 7.1, Dolby i LGS EQ. Przetestowałem wszystkie i według mnie najlepszą wirtualizację dźwięku oferuje DTS. I powiem więcej, to nie jest zwykła symulacja kierunkowości. Widoczna w oprogramowaniu grafika z 7 głośniczkami oddaje rzeczywistą pracę słuchawek. Opiszę Wam to na przykładzie CS:GO. Ze słuchawkami na uszach doskonale wiadomo skąd padają strzały bądź z którego kierunku nadchodzi przeciwnik. Czy to z tyłu, czy to z przodu, dźwięki wskazują kierunek źródła. Jest to genialna rzecz i bardzo przyspiesza naszą reakcję w grze.

A co do odsłuchiwania muzyki z uruchomionym 7.1, tutaj również jest spora różnica w jakości dźwięku. Delikatnie zniekształca wokal, nieco go wyostrzając, ale też ma jedną ważną zaletę – wyciąga z tła mało słyszalne instrumenty, tworząc jeszcze szerszą ekspozycję dla wszystkich instrumentów i wokalu. Może nie pozwoli nam to poczuć się, jakby artyści grali przed nami koncert, niemniej jednak otrzymamy efekt podobny do przebywania w zamkniętym studio muzycznym w trakcie nagrania. Nie będzie to brzmieć zbyt dobrze przy wszystkich utworach. Dużą rolę odgrywa liczba używanych instrumentów i ich różnorodność. Dlatego do gier można wciskać ptaszek przy opcji systemu 7.1 do oporu, a w trakcie zanurzania się w muzyce należy samodzielnie sprawdzić efekt na każdym utworze.
[nextpage title=”Podsumowanie”]

Spodziewałem się po Logitech G633 Artemis Spectrum wysokiej jakości. W końcu nie kosztują 5 zł, więc trzeba wymagać od nich znacznie więcej. Aczkolwiek po wylądowaniu na uszach przebiły moje oczekiwania po stokroć. To już nie tylko sprzęt gamingowy, ale mogący zadowolić także pasjonatów muzyki. Spod miękkich poduszek wydobywa się dźwięk tak soczysty i zarazem wyselekcjonowany, że z bólem nie uszu, a serca ściągałem je z głowy. Nigdy nie paraliśmy się recenzjami sponsorowanymi i tym bardziej cieszy mnie to, że zachwalam ten sprzęt bez osobistych korzyści. Jest tym, co powinno uciskać uszy każdego gracza. Co prawda, ma kilka niedoróbek w postaci trzeszczącej prawej słuchawki, czy też kiepskiego rozłożenia przycisków, ale to wciąż headset nad wyraz wyjątkowy. Tylko cholera, czemu tak dużo kosztuje? Mam na to tylko jedną odpowiedź – bo ten zestaw jest po prostu zajebisty! Zawieje może reklamą, ale trudno. Jako fan muzyki jestem to winien Wam i sobie – odkładajcie hajs, bierzcie kredyty, byle móc wreszcie poznać różnicę między graniem per se, a GRANIEM JAK NA PRAWDZIWEGO GRACZA PRZYSTAŁO. Z pompą i bez wyrzeczeń. Abyśmy mogli spotkać się razem w jednym miejscu, tam, gdzie kończy się rzeczywistość, a zaczyna cyfrowa rozrywka!
Ocena końcowa: 9/10
![]() |
![]() |
[pm]
+ jakość dźwięku przekraczająca wymagania graczy
+ odpowiednie wyciszenie słuchawek
+ świetna emulacja trybu 7.1
+ oprogramowanie
+ dobry mikrofon z automatycznym odszumianiem
+ wygoda i luksus
– trzeszcząca prawa słuchawka
– złe rozlokowanie przycisków na słuchawce
– wysoka cena, którą trzeba ponieść za genialną jakość dźwięku
[/pm]
[foogallery id=”8482″]
Źródło:



